Mnogość i różnorodność gatunków ryb, zamieszkujących Jezioro Tanganika oraz coraz większa dostępność wielu z nich na naszym rynku akwarystycznym powoduje, że często w jednym zbiorniku pływają obok siebie ryby, których zachowanie, preferencje żywieniowe, wielkość, temperament itp. znacznie różnią się od siebie. 

Niejednokrotnie jest to efekt nałożenia się na siebie kilku czynników – braku wiedzy na temat kupowanych do wspólnego akwarium ryb (często poparty błędnymi zapewnieniami sprzedającego obsadę, o ich bezproblemowym łączeniu), skromnych możliwości lokalowych, pozwalających na instalację w mieszkaniu tylko jednego zbiornika, jak i chęci posiadania w nim możliwie szerokiego spektrum gatunków.     Decydując się na przykład na zbiornik z trofeusami, słusznych przecież rozmiarów (absolutnym minimum dla – najlepiej – jednogatunkowego stada 15-20 szt. tych ryb jest zbiornik o pojemności 240 l, przy długości 120 cm), na etapie jego zasiedlania wielu nachodzi ochota na dodanie trofeusom do towarzystwa innych, mniejszych gatunków ryb. 

 W takim przypadku wybór wydaje się być prosty (choć tylko pozornie, co postaram się krótko wyjaśnić w tym właśnie artykule) – muszlowce.     Zakładając mój zbiornik z trofeusami i pielęgnicami z rodziny Eretmodini (160x60x60)cm – 576 litrów, też tak zadecydowałem i wśród młodzieży roślinożerców (początkowo były to najpopularniejsze chyba na naszym rynku T. sp. Bemba i T. cf. duboisi Maswa oraz E. cyanostictus Zambia) zamieszkało stado muszlowców similis (Lamprologus similis) czwórka prześlicznych

 (w mojej opinii naładniejszych muszlowców) Lamprologus speciosus  i trójka (2+1) muszlowców wielkookich (Lamprologus ocellatus).

     Jako że obsada “trofeusowa” składała się z ryb młodych – w akwarium szybko władzę objęły muszlowce, energicznie podkopując muszle, którymi licznie zasłane było dno, przestawiając je na własną modłę i modelując podłoże. Małe, ale jakże wojownicze ryby, nie dopuszczały innych mieszkańców w pobliże swoich siedzib, szczególnie ostro odpędzając je w trakcie karmienia, kiedy drobiny pokarmu opadały w pobliże muszli. 
Po pewnym czasie z muszli similisów zaczęły wypływać małe rybki, śmiesznie wyskakując ponad nie i błyskawicznie chowając się do środka. Wraz ze wzrostem coraz śmielej wypływały na dalsze wycieczki, tworząc stado pilnie chronione przez dorosłe muszlowce

Podobnych zachowań nie udało mi się niestety zaobserwować u pozostałych odmian muszlowców, które raczej zajmowały się wiecznymi utarczkami między sobą i nie w głowie im były amory. Czas płynął, ryby (trofeusy) rosły i coraz mniej robiły sobie z ciągłych ataków mniejszych mieszkańców zbiornika.

 Muszlowce długo opierały się wścibstwu coraz większych “braci”, ale w końcu musiały dać za wygraną. Ciągle nagabywane i niepokojone zaczęły migrować w najdalsze zakamarki akwarium, rezygnując nawet w pewnym momencie z ich naturalnego schronienia – muszli – na rzecz kryjówek w wapiniu drążonym, stanowiącym wystrój zbiornika. Powodem były oczywiście trofeusy bez przerwy przestawiające domki muszlowców w trakcie przekopywania podłoża, w poszukiwaniu pokarmu. 
Najgorsze jednak, że stres jakiemu zostały poddane muszlowce nie pozostał bez wpływu na ich ochotę do podchodzenia do tarła.

 Coraz rzadziej dało się zauważyć nowe mioty, aż w końcu w akwarium zostały tylko najsilniejsze osobniki spośród similisów. Zacząłem więc przesiedlanie muszlowców do mniejszych zbiorników (ryby te zadowalają się już nawet ok. 30-to litrowymi akwariami, choć lepsze będzie umieszczenie ich w baniaczkach o pojemności 45-50 litrów), w których od razu odzyskały cały swój urok. Natychmiast zaczęły modelowanie terenu na swój sposób, podkopywanie muszli i obsypywanie ich piaskiem, a wszystko to skończyło się błyskawicznym tarłem już na drugi dzień po przesiedleniu. Podobnie rzecz miała się z pozostałymi gatunkami muszlowców o których wspomniałem na początku (L. speciosus i L. ocellatus), a które ze zbiornika z trofeusami wyemigrowały jeszcze wcześniej – bardzo szybko w ich samodzielnym zbiorniku pokazały się maluszki. 

    Nie można też zapominać o jeszcze jednej ważnej rzeczy, która może mieć wpływ na wspólne pomieszkiwanie muszlowców w akwarium z trofeusami. Chodzi o preferencje pokarmowe. Muszlowce, choc nie sa wielkimi żarłokami, to preferują wysokobiałkową dietę mięsną, co trudno pogodzić z wymaganiami trofeusów, którym taki pokarm (choć zjadany bardzo chętnie), prędzej czy później z pewnością zaszkodzi i spowoduje spore komplikacje w akwarium. Ktoś zapyta – a co w przypadku karmienia muszlowców pokarmami typowymi dla roślinożerców? Oczywiście – ryby nie umrą z głodu żywiąc się spiruliną i innymi pokarmami zalecanymi do skarmiania trofeusów (poza tym nawet roślinożercom co jakiś czas zaleca się podanie pokarmu balastowego, jaki stanowi np. mrożony oczlik, czy dafnia). Ale być może taka typowo “trofeusowa” dieta, stosowana u ryb o innych preferencjach pokarmowych, powoduje u muszlowców brak zainteresowania do podchodzenia do tarła. Choć nikt takich badań dotychczas nie przeprowadził, to kto wie? 

    Obserwacje tych niedużych, ale jakże pracowitych pielęgniczek, jakimi są muszlowce mogą przyspożyć ich właścicielowi wiele radości, ale lepiej mimo wszystko, żeby ryby te miały (nawet nieduże), ale własne lokum, gdzie mogą w pełni pokazac swój charakter i zachowania rozrodcze. Tego w akwarium z trofeusami raczej nie zobaczymy i prędzej czy później dojrzejemy do decyzji o przesiedleniu “braci mniejszych” na “własne śmieci”. Czego rybom i ich właścicielom życzę serdecznie. 

Komentowanie wyłączone.

error: kopiowanie zabronione