KLUB MIŁOŚNIKÓW TANGANIKI
Strona pasjonatów ryb z jeziora Tanganiki

Z życia Klubu - Z wizytą w Afrykarium w Ogrodzie Zoologicznym we Wrocławiu.

Leju - 10 Października 2014, 06:45
Temat postu: Z wizytą w Afrykarium w Ogrodzie Zoologicznym we Wrocławiu.
W czasie trwania targów ZOOBotanica 2014r.we Wrocławiu, nadarzyła się okazja, aby zwiedzić przedpremierowo Afrykarium powstające w tamtejszym ZOO. Organizatorzy zwiedzania zaprosili po jednym przedstawicielu z każdego wystawiających się klubów i for internetowych oraz przedstawicieli wystawców. Przewodnikiem całej grupy był Pan Radosław Ratajszczak - prezes Zarządu Wrocławskiego Ogrodu Zoologicznego. Nie będę ukrywał, że wśród członków KMT informacja o możliwości zwiedzenia tego obiektu, w którym znajduje się największy w kraju i prawdopodobnie także na świecie, zbiornik z rybami z naszego ukochanego jeziora Tanganika, o pojemności ok. 103tyś litrów :shock: , wzbudziła poruszenie. Ponieważ poza rufusem, który zrezygnował z udziału w tej wycieczce, nikt inny nie chciał odpuścić (widomo dlaczego :mrgreen: ), przeprowadziliśmy losowanie. W rolę sierotki :wink: wcielił się właśnie rufusi szczęśliwie wyciągnął kartkę z moim imieniem, ku mojej uciesze i westchnieniom pozostałych chłopaków. :lol:
W niedzielę 05 października, ok. godz. 12 całą grupą weszliśmy tylnym wejściem do Ogrodu Zoologicznego i po krótkim przywitaniu nas przez Pana Prezesa, ruszyliśmy w kierunku Afrykarium. Budynek, kiedy się przy nim stoi, robi wrażenie potężnego, i nie powinno to dziwić, bo jego wymiary to 160mx54m, a powierzchnia to ponad 184tys m3. Po wejściu do środka od razu poczuliśmy ocieplenie klimatu, ale szczęśliwie umiarkowane.





Zwiedzanie zaczęliśmy od basenu Morza Czerwonego. Ruszyliśmy tam prostu z przestronnego holu, gdzie będzie znajdować się sala konferencyjna, sala edukacyjna, toalety oraz restauracja. Ja rzecz jasna czekałem na zbiornik tanganicki, więc wszystko wokół widziałem jakby przez mgłę. Zbiornika Morza Czerwonego można oglądać zarówno z góry, jaki i przez wiele szyb umiejscowionych wokół, co pozwala poczuć się jakby pływało się właśnie w tych wodach.









Po zejściu do podziemi nasze kroki skierowaliśmy do Sali, w której temperatura zarówno otoczenia, jak i moja, gwałtownie skoczyła. Moim oczom ukazał się zbiornik z Tanganiką (o nim szerzej będzie poniżej). Piękny na pierwszy rzut oka. Oczy zaczęły się nerwowo obracać raz w lewo , raz w prawo, raz w górę, raz w dół. Chciałem jak najwięcej chłonąc, robiąc przy tym zdjęcia. Tempo zwiedzania było duże i po ok. 3 min wycieczka przeniosła się do zbiornika z Malawi, znajdującego się obok, ale w tej samej sali.









Ja zostałem przy Tanganice starając się zrobić jak najwięcej zdjęć, nakręcić jakiś film i zapamiętać jak najwięcej szczegółów, aby później wszystko opowiedzieć chłopakom, którzy czekali na relację. Niestety, jak to się zwykło mówić: „pospiech jest wskazany przy łapaniu pcheł”, w tym przypadku po wyjściu z pomieszczenia uświadomiłem sobie, że niewiele pamiętam, mam kilka zdjęć i jakiś krótki film. Malo, ale będzie musiało wystarczyć. Dogoniłem grupę, która w między czasie zwiedziła już maszynownię, zatem nie wiem, jak wyglądają te pomieszczenia. Po drodze mijałem puste póki co wybiegi i baseny, które z niecierpliwością czekają na mieszkańców.









Następnie przeszliśmy przeszklonym tunelem wśród wód Kanału Mozambickiego. Robi wrażenie spacer pod przepływająca płaszczką lub żółwiem.

















Później zobaczyliśmy jeszcze baseny z małymi Pingwinami – Kotikami, oraz fokami. Niestety, woda nie była jeszcze całkowicie klarowna, co utrudniało robienie zdjęć i obserwację.













Powróciliśmy do holu głównego i przeszliśmy, do części pawilonu odwzorowującego dżunglę Kongo. Po drodze sporo pustych wybiegów i basenów sygnalizowało, że jeszcze sporo „życia” przybędzie do tego obiektu.



Dżungla Kongo to bardzo „zielony” pawilon, pokryty roślinami na wszelkie możliwe sposoby. Póki co, jedynymi mieszkańcami były dwa manaty, które majestatycznie, ale i z gracją, pływały sobie w swoim basenie, co dane nam było zobaczyć.















Po opuszczeniu tego miejsca okazało się, ze to już koniec wycieczki. A nie minęło więcej niż pół godziny. Poczułem spory niedosyt. Zresztą nie tylko ja, stojący obok kolego z Klubu Malawi miał wymalowane na twarzy podobne odczucie. Wystarczyła chwila i obaj zgodnie odłączyliśmy się od wycieczki i wróciliśmy na szlak w jedno wiadome miejsce. Szybko dotarliśmy do ciemnej i dusznej sali, w której każdy zajął miejsce przed zbiornikiem z ukochanym biotopem. Dopiero teraz rozpoczęła się prawdziwa obserwacja. :mrgreen:
Zbiornik z rybami z jeziora Tanganika, jak już wspomniałem na wstępie, ma ok. 103tyś litrów pojemności. Ciężko jest objąć go wzrokiem, przy ok. 3m wysokości .



Z aparatem w ręku zacząłem spokojna obserwację. W zbiorniku starano się wyodrębnić wszystkie strefy, jakie są w jeziorze. Najsłabiej wyszło to ze strefą skalna, która chyba z założenia opiera się o sztuczne pojedyncze skały sięgające od dna aż po powierzchnię. Dno jest w dużej mierze wypełnione niewielkimi kamieniami (niewielkimi jak na taki zbiorniki).



Poza tym są tez skupiska muszli, część zbudowana z muszli ślimaka Neothauma, a cześć z muszli ślimaka morskiego. Od Pana Prezesa dowiedziałem się, że ślimak Neothauma tanganyicensae jest również mieszkańcem tego zbiornika.
W lewym rogu widać muszle morskie. Trzeba uczciwie stwierdzić, że te ostatnie wyglądają fatalnie i nienaturalnie, szczególnie kiedy kolce połyskują w świetle, przez co rzucają się w oczy. Miejsca te mają odtworzyć Tanganicka nieckę. Póki co, nie zauważyłem jakiś specjalnych zachowań, które by świadczyły, że tak się dzieje, ale zapewne jest na to jeszcze czas. Wokół tych muszli widziałem
Lamprologus multifasciatus , Telmatochromis vittatus, Lamprologus brevis, Lamprologus callipterus. Samce tego ostatniego pływały póki po całym zbiorniku w pobliżu skał, samic nie udało mi się zobaczyć.



Ponadto w pobliżu dna, na wydzielonych piaskowych ogródkach ( piaskowe plaże oddzielone idealnie ułożonymi kamieniami, tworząc coś na kształt rabatek z kwiatami w przydomowym ogródku- tu również kwestia gustu, czy to jest ładne, czy nie, mnie się nie podoba), można było zauważyć Xenotilapia singularis, Enantiopus melanogenys, a także przedstawicieli Limnochromini: Gnathochromis permaxillaris, Reganochromis calliurus, Greenwoodochromis Christi.















Gdzieś pomiędzy skałami a muszlami pływały Altolamprologus calvus i Altolamprologus compressiceps.







Na półce skalnej wypoczywała para Auchenoglanis occidentalis, która robi niesamowite wrażenie. Leżą w bezruchu i wydawać by się mogło, że są już martwe, gdy tymczasem wystarczyło się na chwilę odwrócić, by zniknęły.



Pojawiły się po krótkim czasie, znów przeze mnie niezauważone. Wróciły na swoją półkę, która pod ich nieobecność była okupowana przez Variabilichromis moorii i Neolamprologus mustax, oraz Neolamprologus furcifer.



Przestrzenią z lewej strony, wysypaną kamieniami „rządziły” Synodontis multipunctatus, oraz Telmatochromis vittatus. Udało mi się również zauważyć kraby z rodzaju Platythelphusa.



Zbiornik rozdzielony jest na dwie części pionowym słupem. Jego sąsiedztwo wybrało sobie stadko Cyphotilapii. Z rzadka wypływały poza obrany przez siebie rewir. Są jeszcze młode, ale widać już u samca początki garbu tłuszczowego na czole.







Za nimi, w głębi, przy skałach pływało stado Haplotaxodon microlepis, od czasu do czasu w towarzystwie stada Grammatotria lemairii. Pięknie mieniły się w świetle, Az nie chciało się oderwać od nich wzroku.



















W przypadku Haplotaxodon microlepis można było również zaobserwować trzymające się poza grupą pary tych ryb. Udało się zauważyć inkubującą samicę, co w przypadku tego gatunku jest powodem do wielkiej radości, gdyż dotychczas te ryby praktycznie ni mnożyły się w niewoli.



Toń wodną wypełniały ryby z rodzaju Cyprichromis i Benthochromis, oraz robiące najwięcej zamieszania i rzucające się w oczy wszędobylskie Oreochromis tanganice. Szczególnie ładnie wyglądają inkubujące samice tego ostatniego gatunku.





















Ponadto wzrok przyciągały Lamprichtis tanganicanus, które przepięknie się mieniły niczym tęcza. Samce od czasu do czasu wykonywały swoje tańce wokół sami, co było niesamowitym widowiskiem.







Także w toni spokojnie pływały Lepidiolamprologus attenuatus



Ich więksi kuzyni, Lepidiolamprologus elongatus, dostojnie pływały przy skałach.

Po bacznym przyjrzeniu się można było zauważyć pojedyncze osobniki Acapoeta tanganicae. Ten bardzo ciekawy gatunek, rzadko spotykany w zbiornikach hodowlanych, wyraźnie wyróżniał się budową ciała pośród typowych pielęgnic.





Baczniejsze obserwacje skał pozwalały dostrzec pływających wokół nich przedstawicieli rodzaju Julidochromis. Pięknie wyglądały „wiszące” pod skałą i widać było, że ten wystrój im całkowicie odpowiada.



Pięknym i bardzo aktywnym gatunkiem, pływającym we wszystkich partiach zbiornika są przedstawiciele tzw. pierzastopłetwych. Wybór tych ryb jest moim zdaniem jak najbardziej trafny, a znane z naszych mniejszych zbiorników dość agresywne zachowanie w Afrykarium niknie w ogromie przestrzeni.















W tak dużym zbiorniku jak ten, pokuszono się o połączenie razem przedstawicieli Tanganiki roślinożernej i mięsożernej. Jest zbyt wcześnie, aby ocenić, czy to będzie dobry krok, czy tez nie. Z przedstawicieli gatunków roślinożernych można zobaczyć Tropheusy i Petrochromis trewavasae. Ryby te przyzwyczaiły nas do widoku pięknego, dynamicznego stada, pływającego aktywnie po całym zbiorniku. Tymczasem w Afrykarium zaskoczył mnie widok Tropheusów pływających czasem pojedynczo, czasem po dwa-trzy osobniki. Podobnie Petrochromisy. Czy spowodowane jest to stresem, bo od ich wpuszczenia nie upłynęło dużo czasu, czy może tym, że w tak dużym zbiorniku ryby przejawiają inne zachowania, bardziej bliskie naturalnym. Jestem pewien, że po czasie będzie można odpowiedzieć na to pytanie.













Miałem również to szczęście, że trafiłem na porę karmienia ryb. Podano im namoczony granulat, który wywołał spory zamęt w zbiorniku, a ryby chętnie zabrały się za jedzenie.

















Nie wykluczone, że w czasie prowadzonych obserwacji zbiornika nie zauważyłem jakiegoś gatunku. Być może komuś z was uda się takowy wypatrzeć na filmie, który nakręciłem, a który jest uzupełnieniem mojej relacji. On dużo lepiej oddaje to, co się dzieje wewnątrz zbiornika, mimo średniej jakości wykonania. Zapraszam do oglądania.

FILM znajduję się pod poniższym linkiem.

Obserwując ten zbiornik można się całkowicie zatracić. Mnie wydawało się, że jestem tam tylko chwilę, a tymczasem upłynęło ponad 1,5 godz. Zmęczony i szczęśliwy wróciłem ponownie na Targi, aby zdać krótką relację „na gorąco” kolego z KMT. Dla każdego miłośnika biotopu Tanganiki wizyta w Afrykarium powinna stać się punktem obowiązkowym niczym pielgrzymka do Mekki dla muzułmanów. Od razu uprzedzam, że warto zarezerwować sobie sporo czasu jeśli chce się dostrzec mnogość ciekawych zachowań. Krótka wizyta skutkuje tylko rozbieganymi oczyma, które nie wiedza na czym się w danym momencie skoncentrować. To widać między innymi na filmie, który udało mi się nakręcić. (link poniżej). Chciałem pokazać na nim zbyt wiele zbyt szybko. Ogólne wrażenia są pozytywne, niemniej jednak kwestia wystroju, który jest w dużej mierze sprawą indywidualnego gustu, pozostawia pewien niedosyt. Brakuje mi dużych kamieni, które można zauważyć na wielu filmach z jeziora. Poza tym moim zdaniem jest zbyt mało piaszczystych przestrzeni przy tylu gatunkach korzystających z tego typu środowiska. Jestem ciekawy, jak po czasie będą funkcjonowały te wszystkie gatunki w tym zbiorniku, jak ułożą się hierarchie między nimi. Czy Tropheusy zaczną się zachowywać, tak, jak jesteśmy tego nauczeni z naszych domowych akwariów? I czy po usłyszeniu większej liczby negatywnych opinii, z tego bądź co bądź pięknego zbiornika znikną muszle morskich ślimaków, których perłowa masa błyszczy wśród ciemnobrunatnych kamieni niczym złote zęby u niektórych. Ale jak już wspomniałem, o gustach się nie dyskutuje.
Cieszę się, że udało się stworzyć w naszym kraju obiekt godny najlepszych na świecie. Jestem pewien, że nikt nie wyjdzie z niego z niedosytem i każdy znajdzie cos dla siebie. A drobne niedoskonałości w skali ogromnej przestrzeni, jaka została oddana do zwiedzania, staną się pomijalne. Ze swojej strony gorąco polecam odwiedzenia tego miejsca. Ja już wiem, że przynajmniej raz jeszcze zwiedzę Afrykarium, kiedy już wszystkie zbiornik i wybiegi będą zamieszkane. I z ciekawością znów przyjrzę się sytuacji w zbiorniku z Tanganiką.

Autor: Piotr Krawczyk „pieprzota”


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group